Małżonek pojechał zarabiać. Ja z jego ojcem. Nie wiem, czy podołam. Staram się, ale jeżeli on przekroczy granice, które wyznaczyłam, nie wiem, jak zareaguję.
Pacjencie, lecz się sam. D o lekarza na piętnastą czterdzieści. Odebrałam wynik i cholera mnie wzięła. Kurwa! Oczywiście była obsuwa i weszłam później. I dowiedziałam się, że jeszcze trochę i wątrobę będę zbierała i nosiła w reklamówce ze sobą. Albo wrzucę na patelnie i usmażę dla jakiegoś zombiaka. Rozleci się od leków przeciwgrzybicznych. Za długo je biorę a efektu żadnego. Lekarz POZ wyczerpał już swoje możliwości. Cóż, trzeba szukać pomocy gdzie indziej. Gdzie? Lekarka nie wie. Został Doktor Google. Dobrze, że miałam jeszcze wizytę u fizjoterapeuty. W ciągu kliku minut nakreślił mi plan leczenia i zaproponował dietę i probiotyki, które powinny pomóc. Kiedy? Jak dobrze pójdzie, to potrwa ten taniec rok do trzech lat. Oczywiście probiotyku, który mi polecił, w aptece nie było. Jutro ma być rano. Drogi. Opakowanie na 5 dni 126 zł. Mam brać co najmniej przez pół roku. Cóż, nie dam grzybowi zeżreć mnie od środka, będę walczyć...
1 listopada. Wszystkich Świętych. Obowiązkowa wizyta na cmentarzu. Ja nie lubię tego rodzaju "obowiązku" i jeżeli tylko mam okazję i dobrą wymówkę, to daję sobie spokój z chodzeniem tam tego dnia. Raz, że często jest zimno, mokro i w ogóle be, dwa - denerwuje mnie ta rewia, która się wtedy uskutecznia. Żartowałam nie raz, że to święto, kiedy na spacer wyprowadza się martwe lisy, norki, karakuły, barany i inne futrzaki. W zasadzie to niezależnie od pogody zawsze się znajdzie parę nawiedzonych, które założą na siebie futra, nawet, jeśli temperatura jest mocno na plusie. Dobrze, zgoda, idziemy z wizytą do naszych zmarłych, a jak się idzie z wizytą, to i ubrać się trzeba odpowiednio. Może i niepotrzebnie się czepiam. Tylko, że dla mnie odpowiednio znaczy czysto, skromnie i odpowiednio do temperatury. Bywam na cmentarzu bez szczególnych okazji i pamiętam, jak cały rok wyglądają mogiły, których teraz nie widać spod kwiatów i zniczy. obraz nędzy. Przez cały rok nikt nie zagląda, b...
Dzisiaj Synka imieniny. Chciałabym móc mu podarować to, o czym marzy. Ale musiałbym najpierw wygrać w lotto. Co mogę? Wspierać, być zawsze, kiedy tego potrzebuje, a był czas, kiedy nie było to możliwe. Nie narzucać Mu mojej wizji Jego szczęścia. Po prostu kochać.
Komentarze
Prześlij komentarz