20357

 Pogoda nie nastraja mnie dobrze. Plucha, wilgoć oblepiająca ciało mimo ciepłych ubrań. Do niedawna myślałam, że mam dobrą odporność, uzyskaną regularnymi spacerami w każdą pogodę. Do tych spacerów motywuje- chcę, czy nie - pies. 

A tu bryndza. W ciągu pięciu miesięcy zapadłam już dwa razy na ropną anginę. Za każdym razem  poprzedzoną wyrzutem opryszczki. Tej z bardziej dokuczliwych, objawiających się w nosie. To z jej powodu miałam znów odroczone drugie szczepienie na srowid. za zachorowałam w jedenastej dobie po drugim szczepieniu.

Gorączka przeczołgała mnie trochę, brak apetytu pozbawił dwóch kilogramów. Te kilogramy, to fajnie, że sobie poszły. Byleby nie zechciały wrócić. 

Srebrzysty zawziął się strasznie i ... chudnie cudnie. Już jest tylko dwa kilogramy cięższy, niż w okresie, kiedy się poznaliśmy. A ja - wstyd się przyznać, mam o osiemnaście więcej. Patrząc na Jego wysiłek, postanowiłam, że na przyszłe wczasy oboje pojedziemy w ubrankach nowych, mniejszych. Dziś jest ten dzień, kiedy zostawiam za sobą zachciewajki, słodycze. To cukier najbardziej mi przeszkadza w schudnięciu. Mam tego świadomość, ale to jak narkotyk. Cóż, potrzebny odwyk. No, to zaczynamy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

20781

20740

20047