20426
Kończę robić chustę. Wpadł mi jakiś czas temu motek ombre i zamarzyła mi się chusta. Która to z kolei? Jakby dobrze policzyć, to chyba szósta.
Zawsze, kiedy zaczynam robótkę, obiecuje sobie, że ta już na pewno będzie moja. Tiaa.
Z tych „moich” dwie nosi Synowa, jedną nieopatrznie dałam teściowej. Tej najbardziej żałuję. I nie z powodu, że była jakaś wyjątkowa – sobie zresztą zrobiłam identyczną- ale dlatego, że ta kobieta zupełnie na nią nie zasługuje. I nie chodzi tu o jej stosunek do mnie. Ja mam na nią „wylane”. Muszę jednak przyznać, że aktorka z niej świetna. A jeśli chodzi o manipulację, to pisiorski kaczor przy niej to miękka buła.
Ale wracając do mojej robótki. Jestem wściekła. Zabraknie mi może stu metrów , żeby ją zakończyć pełnym motywem. Płakać się chce. Trzeba będzie pruć.
Bardzo lubię robótki. Szydełko, druty, a najbardziej haft krzyżykowy.
Był czas, kiedy nakupowałam kordonków, mulin, kanwy. Ot, zapasy „na emerytalny czas wolny”. Leżą teraz popakowane w pudła, a ja mogę sobie pozwolić na przyjemność jakieś pół godziny dziennie. Inaczej nie śpię z bólu. Ot, przewrotność losu.
Kiedy moje dzieci były dziećmi to nosiły tylko swetry wykonane przeze mnie, haftowana pościel, poduszki krzyżykiem....dawne dzieje...teraz wzrok nie ten, ale haftuję portret Jezusa, dla siebie.
OdpowiedzUsuńWyhaftowałam kiedyś Jezusa w Ogrójcu, ale poszedł "do ludzi". Dzisiaj juz tylko bardzo małe formy, bo nie wolno mi dłużej niż godzinkę dziennie, niestety.
Usuń